O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

niedziela, 13 września 2015

Grecka bransoletka

Dwie godziny czekałam na samolot z Aten do Wiednia. Przyglądałam się ludziom, a przede mną był wielki ekran, na którym pokazywano obrady greckiego parlamentu. Nic nie rozumiałam, ale z gestykulacji wyszło mi, że strrrasznie się kłócą. Wyglądało to jeszcze gorzej niż u nas. A obok był inny ekran - z reklamówkami. Od czasu do czasu pokazywali niepełnosprawnych greckich sportowców, którzy zdobywali medale na paraolimpiadach. Zrobiło mi się smutno. Myślałam sobie: "z jednej strony ludzie, którzy zostali pokrzywdzeni przez los, a mimo to sięgali gwiazd, a z drugiej strony zacietrzewieni politycy. Pewnie jedni i drudzy chętnie by się sfotografowali na tle flagi narodowej". I właśnie wtedy wpadłam na pomysł, że zrobię bransoletkę , która będzie nawiązywać do greckiej flagi narodowej.
Powstało coś takiego:
I od razu zostało dołączone do paczuszki z wakacyjną wymianką na Haftowanku.
Przy okazji nauczyłam córkę, jak wykonać sznur szydełkowo-koralikowy. Jednak efekt jej pracy pokażę następnym razem.


czwartek, 27 sierpnia 2015

Moje wielkie greckie wakacje

Sierpień dobiega końca, a tu żadnego wpisu nie ma. No cóż pierwszą połowę miesiąca spędziłam w Grecji.

Czy miałam możliwość korzystania z Internetu? Owszem, miałam... ale nie miałam na to ochoty ;). Komu by się chciało siedzieć przy kompie, kiedy upał taki, że tylko kąpiel w morzu jest w stanie ochłodzić umysł i ciało?
Najpierw jechałam samochodem do Wiednia, następnie leciałam samolotem do Aten i znowu jechałam samochodem do miejscowości Vasilitsi. To już był prawdziwy "koniec" Grecji. Tam kończył się asfalt i można było tylko wrócić - dalej nie dało się jechać samochodem.
Mieszkałam w domu bogatych ludzi, u których pracuje moja krewna. Zdobyła ona tak wielkie zaufanie swoich pracodawców, że dostała klucz do jednego z ich domów - tego w Grecji właśnie - by mogła sobie tam z rodziną pojechać na wakacje. 
Tak wygląda część domu, w której mieszkałam ja i mój mąż

Sierpień to najgorszy miesiąc na wyjazd do Hellady, bo jest zbyt gorąco. Właściciele wyjeżdżają tam w maju, czerwcu, albo nawet w grudniu.
Dookoła same bogate wille (wszystkie puste) - cisza i spokój. Niedaleko niewielka plaża, gdzie również jest pusto - tylko my i kilkoro Włochów. 

A po drodze jedliśmy winogrona i figi, które rosły sobie przy drodze (granaty jeszcze były niedojrzałe).











Po prostu , jak w bajce.
Oczywiście było też zwiedzanie - obowiązkowo Ateny. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie Meteora.
Po niemiecku nie mogliśmy się nigdzie dogadać, z angielskim też czasem były problemy. Grecy mówią po angielsku, ale bardzo dla mnie niewyraźnie. To czasem rodziło zabawne sytuacje. Pewnego razu tłumaczyłam bratankowi, co powiedziała do nas recepcjonistka w hotelu w Lamii, a wtedy ona krzyknęła: " To państwo są z Polski???" Ona też była z Polski (tata Grek, mama Polka).
Wspomnień i zdjęć mamy na długie lata. A w domu po powrocie przywitał nas... grecki upał i susza tak wielka, że do dzisiaj mamy ograniczony dostęp do wody. Ogródek nam wysechł doszczętnie. Owoce, które pięknie się w maju zapowiadały są małe, duża część pospadała z drzew. Z trawnika nic nie zostało, a rośliny ozdobne całkowicie zmarniały.
 

środa, 22 lipca 2015

Mój pomysł na muliny

Większość hafciarek prędzej, czy później staje przed problemem ujarzmienia stale powiększającej się ilości motków muliny. Nie inaczej było i ze mną. Najpierw przeczytałam wiele pomysłów, które znalazłam w internecie. Większość rozwiązań nie przypadła mi do gustu, bo na przykład wydawały mi się zbyt pracochłonne (przewijanie muliny na bobinki) lub zbyt drogie (kupowanie specjalnych szpatułek i wkładów do segregatora).
Wpadłam na własny pomysł, tylko miałam problem z jego realizacją.  Skończyło się na tym, że umieściłam mulinki w woreczkach strunowych, które opisałam...

...umieściłam na metalowym drucie i zrobiłam zatyczki z korka.

 Rozwiązanie całkiem do bani, jak się wkrótce okazało, bo kilka razy te woreczki spadły mi z tego "sortera" i pomieszały się.
Aż tu przypadkiem trafiłam na allegro na coś takiego:
Cena całkiem przystępna - poniżej 50 zł. Długo się nie zastanawiałam i oto efekt moich zabiegów:


Ustrojstwo nie jest za duże - spokojnie zmieści się na półce. Szukanie potrzebnego numeru muliny wreszcie nie będzie długotrwałe i wkurzające. :D
 

sobota, 18 lipca 2015

Srebrne wesele


Ostatnio ciągle zadaję sobie takie pytanie: Kiedy minęły nam te wszystkie lata? I doprawdy nie czuję, żeby to było już tak długo. Jednak kalendarz jest nieubłagany. Taką rocznicę należy uczcić, a jak? To proste - należy urządzić Srebrne Wesele. Od pomysłu do realizacji nie było daleko. Ksiądz odprawił nam mszę, a potem w wynajętym lokalu były tańce, śpiewy i zabawy. Nie, nie do białego rana - do pierwszej po północy. Potem był półgodzinny spacer do domu, a w nim jeszcze wspominki, śpiewanie piosenek z młodości, żarty i wygłupy aż do trzeciej nad ranem z tymi, którzy jeszcze mieli chęci i siły na zabawę.
Zobaczcie, ile prezentów dostaliśmy ( a to nie wszystkie ;) 

Z tych prezentów m. in. dowiedzieliśmy się, że dla naszych bliskich jesteśmy:
Dwa leżaczki zostały natychmiast złożone i wypróbowane. Przy okazji można zauważyć, jaka susza w tym roku u nas panuje. Nasz biedny trawniczek :(

Za kolejne 25 lat imprezę zrobi nam Zięć. Już go o tym poinformowaliśmy :D

środa, 8 lipca 2015

Obrazek na I komunię

Jak wiadomo, w maju jest czas I-szych komunii. I właśnie wtedy odwiedziła mnie sąsiadka z prośbą, by wyszyć dla jej córki pamiątkę pierwszokomunijną. 
http://images31.fotosik.pl/237/db625b183d6232f1.jpg
Wzorek wybrała taki, bo podobny motyw dostała jej starsza pociecha już chyba z dziesięć lat temu. Musiałam się sprężać, bo czasu miałam niewiele. Kolory też troszkę dobierane "na oko" - korzystałam tylko z tego, co miałam w domu. Z haftem zdążyłam. Oprawą zajęła się sąsiadka. Obiecała mi, że sfotografuje już gotowe dziełko, żebym mogła pokazać je na blogu. I na obiecance się skończyło. Dłużej nie czekam. Na szczęście sama obfociłam obrazek bez ramki i takim się pochwalę:

wtorek, 30 czerwca 2015

Miałam imieniny...

... i dostałam cudny prezent od mojego dzieciona. Grzechem byłoby nie pochwalić się nim tutaj. Owym prezentem były drożdżówki z truskawkami.







Chociaż na zdjęciach widać je jeszcze przed upieczeniem, to i tak wyglądają apetycznie, prawda?

środa, 24 czerwca 2015

Ja się nie starzeję...

... tylko dzieci mam coraz bardziej dorosłe.
Wczoraj z dumą patrzyłam na młodszą córkę, która po południu brała udział w akademii z okazji ukończenia gimnazjum. Świadectwo odbierze, jak wszyscy uczniowie w Polsce, pojutrze, ale już teraz wręczono jej nagrody, zebrała pochwały. Niektórzy dopiero w tym momencie odkryli, że oprócz bardzo dobrej uczennicy jest też w miarę dobrą pianistką i piosenkarką. Byli tym faktem zaskoczeni. 
 

Mnie i Mężowi też wręczono list gratulacyjny.


Wcześniej, w domu, przez prawie godzinę starsza siostra szykowała Krysię do balu, który odbył się po zakończeniu części oficjalnej. Po raz pierwszy moja mała kruszynka miała zrobiony makijaż wieczorowy.
 Krysiu gratuluję Ci wyników, jakie osiągnęłaś w gimnazjum i życzę, byś liceum pokonała z takimi samymi, albo jeszcze większymi sukcesami.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Międzynarodowa wystawa psów w Krakowie

Po raz kolejny, od ponad 20 lat, napasłam swoje oczy psimi pięknościami. Z reguły nie mam ochoty wstawać wcześnie rano i wyjeżdżać, zwłaszcza, kiedy pada deszcz, albo jest upał niemiłosierny, ale kiedy już tam jestem, to nie żałuję: i drogi, i zmęczenia... I żal mi tylko jednego - od kilku lat jestem jedynie widzem, nie mogę wejść na ring z moją ENYĄ, pokazać sędziom i publiczności najpiękniejszego cavisia na świecie ;) No cóż - ENYA jest domisią, bo ma zły zgryz. Mój Mąż twierdzi, że to akurat jest dla niej najlepsze, co mogło ją spotkać. Wielu ludzi, w tym cała moja rodzinka, jest przeciwnikiem wystaw psów, ale ja to uwielbiam. Z założenia każda wystawa jest swojego rodzaju przeglądem hodowlanym. Tam powinny być pokazywane najlepsze egzemplarze każdej rasy.
Po tegorocznej wystawie w Krakowie mam pewne spostrzeżenie. Otóż lubię zagadać do hodowcy, czy właściciela psa rasy dla mnie mało znanej, zapytać o blaski i cienie utrzymania danej rasy. I oni z reguły chętnie rozmawiają, aż do momentu, kiedy pada pytanie: "Czy pani jest zainteresowana kupnem takiego pieska?" Wiadomo, że nie jestem, bo mam już swoją cavisię. Wtedy taki hodowca traci zainteresowanie rozmową i wyraźnie daje mi do zrozumienia, żebym już sobie poszła dalej... Szkoda :(
W tym roku nie miałam okularów, więc poprosiłam córkę, żeby pełniła rolę fotoreportera. A potem w domu okazało się, że Krysia ma "oko z guzika" - większość zdjęć nadaje się tylko do kosza. No i oczywiście robiła zdjęcia tylko tym psom, które jej się podobały, więc wielu ras nie uwieczniła wcale.

Pekińczyka na wystawie zobaczyłam po raz pierwszy od 5 lat. Jeszcze 15 lat temu to była dość popularna rasa, teraz są tylko pojedyncze egzemplarze. W Krakowie była przeurocza 11-miesięczna suczka z czeskiej hodowli.





A tu najpiękniejsza cavisia z córką










Bardzo nam się spodobały szpice miniaturowe








Nawet nie wiedziałam, że Krysia wypatrzyła gdzieś kinga








Prawdziwy york - drobniutka psinka z baaaardzo długim włosem.








Przestraszone gryfoniki nie bardzo chciały pozować do zdjęcia










Troszkę migawek...


















 
Reszta zdjęć nie nadaje się do pokazywania...

piątek, 19 czerwca 2015

Nagroda w pierwszej zgadywance

Słowo się rzekło - kobyłka u płotu. 
Zwyciężczyni mojej pierwszej blogowej zgadywanki dostała taką bransoletkę:





 Ta zaś bransoletka jest podziękowaniem dla jednej z internetowych koleżanek, która "uratowała" mój wyszywany obrazek przez przesłanie starego koloru Ariadny:








A tak prezentują się obie ozdoby przed wysłaniem do nowych właścicielek:






sobota, 6 czerwca 2015

Pierwsza caviarniana zgaduj-zgadula ma zwyciężczynię

Jaglana bardzo szybko odgadła, co króluje na moim tamborku. Napisałam do niej wiadomość z prośbą o adres, pod który mam wysłać nagrodę. Czekam na odpowiedź. Wtedy pokażę wszystkim, co przeznaczyłam dla zwyciężczyni.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Zgaduj-zgadula: odsłona trzecia

Troszkę odwlekło się w czasie moje wyszywanie, ale staram się dzielnie dokładać nowe krzyżyki. Teraz mój obrazek wygląda tak:

Czy ktoś już wie co to będzie?