O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcesoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcesoria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 maja 2021

Przesyłka z hobbii

 Raz się żyje!  
I niedługo jest Dzień Matki. Już wiem, co dostanę od dzieci w prezencie. Czasami dobrze, jak cię zapytają, o czym marzysz, a sama tego nie kupisz, bo... 
bo za drogie, 
bo są inne - ważniejsze rzeczy do kupienia, 
bo jeszcze dziesiątki innych powodów.
A ja dostanę coś takiego, o czym jest ten film:

 

czwartek, 3 stycznia 2019

Kaktus

W mojej kolekcji drobnych gadżetów pojawiła się absolutna nowość: ubranko na długopis. Na razie wyszydełkowałam kilka i podarowałam. Coś mi się jednak wydaje, że będę je robić jeszcze niejeden raz. 😏




czwartek, 16 sierpnia 2018

Pani Władzia

Cały sierpień mam bardzo pracowity koralikowo. I pewnie wszystkie posty będą na ten temat. 
Jednak na początku chcę przedstawić Wam moją nową koleżankę i pomocnicę. Dwa lata mozolnie odkładałam każdą zaoszczędzoną złotówkę, by zebrać odpowiednią kwotę i przeznaczyć ją na to, by Pani Władzia zechciała zamieszkać w moim domu.
Wykorzystałam okazję, że muszę przejechać przez Pszczynę. A tam jest sklep z tymi manekinami. Zatelefonowałam, żeby upewnić się, że mają Władzię na stanie. Była, a nawet były - trzy w interesującym mnie rozmiarze. Na miejscu mogłam spowodować, że Pani Władzia przytyła, następnie szybciutko schudła i znowu się zaokrągliła. 
A oto i ona w całej swojej okazałości:


Mamy wiele wspólnego - obwód szyi, obwód biustu, pasa i bioder. Dzięki niej będę mogła mierzyć wszystkie dziergadełka, które robię dla siebie. 
Do tej pory "używałam" do tego celu moją młodszą córkę, ale ona po "pierwsze primo" jest o wiele za szczupła, a po "drugie primo" nie bardzo lubiła występować w roli manekina i to czasem kilka razy w ciągu dnia. Jest jeszcze "trzecie primo". Dziecię me w październiku opuści pielesze domowe i wyruszy w świat, by studiować w mieście wojewódzkim.

wtorek, 12 lipca 2016

Naciągaczki

Znacie ten problem, kiedy słabo naciągnięte boczne brzegi kanwy fruwają, jak skrzydła motyla? Dla mnie to jedna z najbardziej wkurzających rzeczy w wyszywaniu na krośnie. Okazuje się, że Rosjanki są  zdolne i znalazły lekarstwo na tę bolączkę hafciarek. Pomocne coś, co wymyśliły nie ma nawet polskiej nazwy. Po rosyjsku nazywa się to боковая натяжка канвы. Przeczytałam o przydasiu na jednym z blogów, na własne potrzeby nazwałam naciągaczkami i żeby nie zgubić namiarów, dodałam autorkę do znajomych. Kobieta od razu do mnie napisała (zna język polski!) - wywiązała się bardzo przyjemna konwersacja. Efektem było zmówienie takich właśnie naciągaczek, które są już u mnie i pewnie niedługo pomogą mi w wyszywaniu ufoka, czekającego na wykończenie.... nawet nie napiszę jak długo, ale bardzo długo.
Wybór nie był łatwy. Mogłam decydować o kolorze gumek, żabek i rodzaju ozdobnej przywieszki. 
Po otrzymaniu paczki i rozpakowaniu jej zobaczyłam takie coś:






Znalazłam też filmik na YT, który pokazuje, jak używać pomocnika.
 Gdyby ktoś chciał skorzystać z tego pomysłu, to TUTAJ są namiary na twórczynię tego "cosia".

czwartek, 9 czerwca 2016

Człowiek uczy się całe życie...

... tak mawiała moja Mama, kiedy nie miałam ochoty odrabiać lekcji. Wtedy myślałam, że jak będę już duża, to zdecyduję niczego się nie uczyć. Nikt mnie nie będzie mógł zmusić. Jednak okazało się, że to Mama miała rację. Jestem "duża" i ciągle uczę się czegoś nowego. Nikt nie musi mnie zmuszać. Sama chętnie wybieram nowe dziedziny, w których chcę pobierać lekcje. Jedna z takich okazji trafiła się niedawno. Były to warsztaty ceramiczne organizowane przez Stowarzyszenie Rozwoju Orawy. Poszłam bez żadnego planu. Nie miałam pojęcia, co będziemy robić, ale kiedy po wstępnym wykładzie i pokazie prac należało podjąć decyzję, nie miałam żadnej wątpliwości, co będę próbowała zrobić. I zrobiłam. Nie jest idealna i może troszkę zbyt mała, ale mnie cieszy, bo spełnia swoją rolę.











I wiecie, co to jest? Ta koślawa miseczka z dziwnym pęknięciem? To jest miseczka na włóczkę. Wkładam do niej kłębek i dziergam sobie, a on nie "biega" po podłodze. Można kupić takie miski - piękne, jak królewny, ale też odpowiednio drogie. Moje "brzydkie kaczątko" zrobiłam sobie sama :)


sobota, 5 grudnia 2015

Zrobiłam studio fotograficzne

Wiele jest w sieci przepisów na zrobienie tzw. Photo Light Box, np. tu (klik). A ja stale mam problemy ze zrobieniem ładnego zdjęcia. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam zrobić sobie moje małe studio fotograficzne. Na brak pudełek nie narzekam. Wybrałam jedno z większych, wycięłam trzy ścianki. Do wyklejenia ich użyłam flizeliny. Wzięłam dwie warstwy, bo miałam tę cieniutką. Potrzebowałam jeszcze kawałek ładnego bristolu w białym kolorze. I "wuala"!
Może moje studio z zewnątrz nie wygląda szczególnie imponująco, 



ale zdjęcia z niego wychodzą takie:
Jak jeszcze ładnie ułożę fotografowany obiekt, to będzie całkiem przyzwoicie. 
Dodam, że zdjęcie robiłam już po zmroku.
Szkoda, że noga się tam nie zmieści, żeby skarpetki ładnie obfocić (hi, hi).

sobota, 31 października 2015

Wymianka herbaciano-kawowa

Bardzo lubię nasze forumowe wymianki na Haftowanku. To, co przygotowałam dla koleżanki zaprezentowałam w poprzednim poście.Ja natomiast zostałam obdarowana takimi oto cudownościami:
Podkładka pod herbatkę (prezent tematyczny):





I herbatki (przepyszne):




Koraliki i zapięcia do biżuterii (przydasie):




Coś słodkiego:


A tak się prezentuje cała przesyłka wymiankowa:



Oczywiście podkładka została natychmiast wykorzystana i od tej pory króluje na moim stole:


Orszulko dziękuję Ci serdecznie  smiles

wtorek, 20 października 2015

Rosyjska "dyktowałka"

Każdy, kto nawleka kilometry koralików, by wyszydełkować sznur szydełkowo-koralikowy wie, że nie jest wcale trudno o pomyłkę. Można nabrać za dużo koralików w danym kolorze (to jest pół biedy - wystarczy zniszczyć "nadprogramowy" koralik), lub nie nawlec potrzebnego koralika. Trzeba go wtedy dołożyć. No, tu już zaczyna się górka. Ale obejrzyjcie sobie niżej podlinkowany film. Tam po 2 minutach i 30 sekundach pani pokazuje, jak można dołączyć nową nitkę do dzierganego sznurka. Kiedy braknie koralika, można nitkę przeciąć, dołożyć brakujący koralik i dziergać dalej. Wypróbowałam - nie widać miejsca łączenia nitek.
Nawiasem mówiąc tę metodę można też wykorzystać do tego, by nabierać koraliki etapami, a nie od razu wszystkie.
Ale najlepiej byłoby w ogóle się nie pomylić. I tu pojawia się program, który współpracuje z wszystkimi plikami zapisanymi w formacie *.dbb. ZA DARMO można ściągnąć tę wspaniałą pomoc, która dyktuje w języku rosyjskim kolejność nabierania koralika po koraliku. TUTAJ  jest opis programu i link do ściągnięcia go na swój komputer. Można też kupić wersję anglojęzyczną, ale ta jest dość droga - kosztuje 50 dolarów. Kto jednak bogatemu zabroni?

środa, 22 lipca 2015

Mój pomysł na muliny

Większość hafciarek prędzej, czy później staje przed problemem ujarzmienia stale powiększającej się ilości motków muliny. Nie inaczej było i ze mną. Najpierw przeczytałam wiele pomysłów, które znalazłam w internecie. Większość rozwiązań nie przypadła mi do gustu, bo na przykład wydawały mi się zbyt pracochłonne (przewijanie muliny na bobinki) lub zbyt drogie (kupowanie specjalnych szpatułek i wkładów do segregatora).
Wpadłam na własny pomysł, tylko miałam problem z jego realizacją.  Skończyło się na tym, że umieściłam mulinki w woreczkach strunowych, które opisałam...

...umieściłam na metalowym drucie i zrobiłam zatyczki z korka.

 Rozwiązanie całkiem do bani, jak się wkrótce okazało, bo kilka razy te woreczki spadły mi z tego "sortera" i pomieszały się.
Aż tu przypadkiem trafiłam na allegro na coś takiego:
Cena całkiem przystępna - poniżej 50 zł. Długo się nie zastanawiałam i oto efekt moich zabiegów:


Ustrojstwo nie jest za duże - spokojnie zmieści się na półce. Szukanie potrzebnego numeru muliny wreszcie nie będzie długotrwałe i wkurzające. :D
 

wtorek, 26 maja 2015

Człowiek o imieniu Ding Dong

Do mojego wielkiego projektu skarpetkowego (klik) potrzebowałam duże ilości takich małych zapinanych markerów. 
 Fot. ze strony knitpl.com
Są do zdobycia, owszem, ale nie należą do najtańszych (w różnych sklepach za 24 szt. w opakowaniu trzeba zapłacić ponad 12 zł). Wpadłam na pomysł, żeby poszukać na e-bayu. Znalazłam ofertę z Chin. Według opisu sto (!) takich znaczników wraz z kosztami przesyłki z Pekinu wynosiła po przeliczeniu  4 polskie nowe złote. Nie mogłam w to uwierzyć - CZTERY złote???? To niemożliwe. Chyba znajomość angielskiego u mnie, albo, co gorsza, u kolegi Chińczyka, jest mocno kulejąca. Z pięć tysięcy razy przeczytałam tę ofertę, aż w końcu pomyślałam sobie, że zaryzykuję. Najwyżej nauczę się rozumu. W końcu za cztery zł. to nie będzie nawet droga nauka. 
Na drugi dzień po wpłaceniu czterech złotych na konto Chińczyka otrzymałam informację, że towar został wysłany. Cierpliwie czekałam miesiąc - w końcu Pekin leży na drugim końcu świata. Potem przez tydzień się denerwowałam, a potem uznałam, że to jest właśnie nauczka - nie kupuj na e-bayu. Aż tu pewnego dnia sięgam do skrzynki na listy, a tam maleńka koperta, o taka:
A w niej są moje agrafki!

Po kilku minutach zauważyłam, że nadawca ma bardzo oryginalne imię.

I cały czas zastanawiam się: jak może opłacać się Ding Dongowi przesłanie z Chin stu takich wihajsterków wraz z kosztami przesyłki za cztery złote, skoro w Polsce najniższa opłata pocztowa wynosi chyba sześć?


sobota, 16 maja 2015

Szydełkowe wypieki

Od dzieciństwa, kiedy tylko po raz pierwszy miałam w ręku szydełko, używałam takich zwykłych - metalowych:

I wydawało mi się, że takie są najlepsze. To nic, że obcierały mi skórę na dłoni, że miałam czasem bąble od szydełkowania - kupowałam tylko takie i koniec! Aż pewnego razu... postanowiłam kupić sobie szydełko japońskie, o takie:


 I wtedy zakochałam się. Ale co zrobię z moimi starymi przyjaciółmi? Pozbędę się ich? Wyrzucę? Miałam lepszy pomysł. Kupiłam modelinę.

 Na początku przygotowałam jedno szydełko, bo nie wiedziałam, jaki będzie efekt. Oblepiłam je modeliną. Starałam się uformować taką rączkę, jak w cloverze, ale zanim upiekłam je w piekarniku, to wzięłam do ręki i zrobiłam kilka oczek łańcuszka. Dzięki temu rączka dopasowała się do mojej dłoni. Wypiekanie trwało 15 minut, ale nie mogłam się doczekać, a jeszcze trzeba było trochę czasu poświęcić na wystudzenie mojego "wypieku". Potem wzięłam nowe-stare szydełko do ręki i nie mogłam go odłożyć, takie było wygodne. Aż córka zwróciła na to uwagę: "Dlaczego, mamo, cały czas trzymasz to szydełko?" Odpowiedź była tylko jedna "Bo jest takie wygodne".

Skoro tak udało się z jednym, to "upiekłam" pozostałe. Każde ma trochę inną rączkę i może nie wyglądają, jak te fabryczne, ale wszystkie są moje - indywidualne, idealnie dopasowane do mojej dłoni.