O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 października 2019

honk! BEEP! vroom!


Najlepszy prezent na urodziny? Oczywiście książka. A jeżeli to książka z przepisami na szydełkowe zabawki, to podwójna radość.
No, to podwójnie się cieszę, bo dostałam honk! BEEP! vroom! czyli Crochet Toys That Move Cathy Smith.


A ponieważ mój wnuczek uwielbia wszelkie pojazdy i nawet śpi z niektórymi z nich, to powstał pomysł, by zrobić mu szydełkowy samochód, by sobie oka nie wybił w czasie snu.
Chłopiec sam wybrał radiowóz, ochoczo wskazując paluszkiem na samochód policyjny i wołając ii-oo, ii-oo.
Od razu zabrałam się do pracy, bo przy moim nawale obowiązków nie wiadomo ile czasu mi to zajmie.

piątek, 26 kwietnia 2019

"Moje psy z wełnianej skarpety"

"Mijn hondjes van sokkenwol : haak zelf je favoriete hondenras" To tytuł książki od MyKrissiedolls. Zobaczyłam na FB kilka piesków wyszydełkowanych z tej publikacji i zachorowałam niemożebnie. Posunęłam się nawet do nakłaniania do przestępstwa (nie powiem jakiego), ale się nie udało. Niderlandzki to jest język nieludzki, jednak z pomocą wujka Googla udało się zalogować w holenderskim sklepie, gdzie rzeczoną książkę można zakupić. Cena - no powiedzmy sobie - jak dla mnie wysoka (prawie 18 €). Jednak unikam różniastych używek, to na książkę mogę wydać trochę pieniędzy (chociaż w tym miesiącu będzie ich mniej - wiadomo - strajk 😕 ). Kiedy zobaczyłam koszt wysyłki (20 €), to najpierw zemdlałam - no, prawie... a następnie zaklęłam szpetnie: "Eh, do czorta!!!!!!!" i stanęło na tym, że muszę obejść się smakiem. Prawie jednocześnie koleżanka mojej córki opublikowała film, na którym jedzie sobie rowerem po... UWAGA... Amsterdamie(!), gdzie mieszka i pracuje. Aż mi serce żwawiej zabiło. Natychmiast do niej napisałam i poprosiłam o przysługę, czyli udostępnienie adresu holenderskiego, by tam wysłali książkę. Zgodnie z moim przypuszczeniem koszt przesyłki był niższy (i to dziesięć razy niższy!). Dziewczę chętnie przystało na mą prośbę i już po czterech dniach przysłało informację, że książka jest u niej, cała, zdrowa, kolorowa (i w dodatku z luźną wkładką). 
Wczoraj dostałam to cudo do rąk własnych i stwierdzam kategorycznie, że:
- po pierwsze - warto mieć przyjaciół na całym świecie;
- po drugie - książka warta jest tego całego galimatiasu, przez który przebrnąć musiałam.
Taka to przygoda.



Nie proście mnie o żadne wzory z tej książki 😜

niedziela, 24 kwietnia 2016

Kardigan Audrey

Dawno, dawno temu kupiłam książkę:
Znalazłam w niej ciekawy sweterek. Postanowiłam go wydziergać. Kupiłam włóczkę i... na tym się skończyło.
Teraz, w związku z mocnym postanowieniem wykorzystania tego, co mam w zapasach (nie tylko włóczki, ale i koraliki, mulinki i inne takie tam), zdjęłam książkę z półki, otworzyłam na odpowiedniej stronie i na nowo zachwyciłam się projektem Audrey. Dodatkową motywację stanowi strona ravelry.com

Jak widać, po ilości zrealizowanych sweterków, Audrey nie jest zbyt popularna. I dobrze.
Na razie moja wersja wygląda tak:
i cieszy się dużym zainteresowaniem Hani -  chociaż może... ją to bardziej ciekawi żyłka od drutów...
Praca powoli posuwa się do przodu, bo mam na drucie nitki do pięciu motków i żeby nie zrobiło się totalne siano, to cały czas przekładam te kłębki jeden przez drugi. Ta przekładanka w końcu mnie irytuje, więc odkładam sweterek na bok i łapię za ślubny portret, bo też go w końcu muszę skończyć. Ale to już zupełnie inna historia...
Witam wśród obserwatorek nową koleżankę - z bloga galeria61

środa, 17 lutego 2016

Makowy kardigan

W oryginale nazywa się Poppy Cardigan



 Dawno już pisałam, że chcę go wykonać dla siebie (klik). Jak widać, u mnie wszystko przebiega powoli. Może zbyt wolno? 
No i zaczynałam go.... 15 razy (!) Można się zniechęcić? Można. W końcu jednak przysiadłam, zawzięłam się i w ciągu trzech dni zrobiłam tyle:

I na koniec dzisiejszego wpisu witam Ti-Tinkę - nową obserwatorkę. Mam nadzieję, że będziemy mogły nauczyć się od siebie nawzajem wielu ciekawych rzeczy.
Dopisek z 19 lutego 2016:
Znowu pruję (wrrr). Tym razem druga dziurka na guzik zrobiona nie w tym miejscu, co trzeba. Na szczęście, to tylko trzy rzędy.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Imieninowy prezent

Jedna z moich koleżanek, taka "realna", nie wirtualna tym razem, para się malowaniem ikon. Zawsze myślałam, że ikony, to się pisze, a nie maluje, ale właśnie ta koleżanka wyjaśniła mi, że tak naprawdę powinno się mówić maluje. Podobno pomyłka bierze się ze słabej znajomości języka rosyjskiego.
Nie ważne. Otóż zawsze podobał mi się jeden motyw, czego nie ukrywałam przed Gosią. Nigdy jej jednak nie prosiłam o namalowanie ikony dla mnie. Myślałam sobie, że jak zasłużę, to kiedyś dostanę jakąś ikonę. Nie przypuszczałam, że dostanę tę, która podoba mi się najbardziej. I w końcu... w tym roku "w okolicach" moich imienin koleżanka zrobiła dwie takie ikony (tylko z różnym tłem). Ja dostałam taką:
Prawda, że jest piękna?
A druga jest taka:
Jakby tego było mało, to w ogródku zakwitły moje ukochane piwonie:
Od starszej córki z narzeczonym dostałam książkę H. Cobena "Sześć lat później", a młodsza pociecha zrobiła dla mnie tort pischinger - mniam, mniam.
Takie miałam w tym roku imieniny.


środa, 12 marca 2014

Fachowa literatura

Skusiłam się w zeszłym roku na zakup motowidła na e-bayu, w Chinach bodajże. Czekałam na nie ponad 40 dni, ale dotarło i spełnia swoje zadanie. Żeby tego dokonać musiałam założyć konto na PayPal-u i cały świat stanął przede mną otworem. Skuszona niska ceną w Interweave Specials zakupiłam sobie dwie książki. 





Z tej pierwszej już mam 
upatrzony projekt 

-------------------------------------------->





 




i nawet zakupiłam włóczkę tweedową. 
 <----------------
Muszę sobie jeszcze wymyślić, jaką użyję na karczek... Będzie się dziergało, oj będzie. 









Kilka dni temu dotarła też do mnie ta mała książeczka, z której też mam upatrzony sweterek, ale z tłumaczeniem będzie troszkę problemu. 
Cóż jednak stanie na przeszkodzie bardzo chcącej dziewiarce? No nie ma takiej siły, żebym sobie nie poradziła! Skoro udało mi się sprowadzić tę książeczkę do domu, to język obcy nie stanie mi na przeszkodzie, żeby z niej skorzystać.