O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

czwartek, 27 czerwca 2019

Wesele w Zamościu

Na weselu byłam. Było to pierwsze z dwóch, jakie czekają mnie w tym roku. Tradycyjnie przygotowałam pamiątkę dla nowożeńców. Gdybym to ja wybierała motyw, to obrazek byłby całkiem inny. Jednakże przyszło mi do głowy, by skonsultować się z Mamą Pana Młodego, czy mój pomysł jest do przyjęcia. I jak usiadłyśmy i pooglądałyśmy te wszystkie dotąd stworzone przeze mnie pamiątki plus te wzory, które mam w swoich zapasach, to przyszła Teściowa wybrała co? To, co najczęściej wyszywam. Tym razem zaszalałam i zabrałam panu kwiatki. Przy okazji wymyśliłam, że jeżeli jeszcze raz będę musiała ten motyw wyszywać, to chyba to zrobię jeszcze inaczej. Nie powiem jak. Niech to będzie moją tajemnicą...


A samo wesele zorganizowano w urokliwym miejscu pod Zamościem. Jedzenie było wyśmienite, a zespół grał tak, że nogi same tańczyły. Od wesela nie można więcej wymagać. Jedyne co, to komary dokuczały niemiłosiernie, ale na to organizatorzy nie mieli żadnego wpływu. Zaopatrzyli nas w środki przeciwkomarowe, tylko, że komary nic sobie z tego nie robiły.

Nigdy nie byłam w Zamościu, więc na drugi dzień zrobiliśmy sobie z mężem całodzienną wycieczkę po mieście. Zakochaliśmy się w tym miejscu i na pewno jeszcze tam wrócimy. Zamość trzeba zwiedzać co najmniej kilka dni.

środa, 12 czerwca 2019

Nagrody

 Jola robi nagrody, czyli zbliżają się wakacje. W tym roku dzieci dostaną kaktusy.





A w ogrodzie zawitało lato. Jest szansa, że po raz pierwszy będę się cieszyć borówkami, które pięknie zakwitły.
Winorośl próbuje nadrobić późną wiosnę, ale raczej nie ma szans na to, by owoce dojrzały. Wcześniej przyjdzie zima 😒

Jabłonie nie miały szans na zawiązanie owoców, bo z powodu deszczu pszczoły nie wykonały swojej pracy, a gruszki i śliwki w większości wymarzły. Taki to rok w ogrodzie w górach. Niestety...

środa, 22 maja 2019

Oprawa

Przy okazji oprawiania obrazka na Komunię, pokusiłam się o dodanie blasku mojej Damie z łasiczką (pisałam o damie tu). Z założenia oprawa miała być jak najbardziej podobna do tej, w której jest oryginał. No, niestety, takich nie mieli. Mój wybór więc padł na tę:
i w efekcie wyszło tak:
Może być? Musi, bo rama okazała się bardzo droga.

sobota, 18 maja 2019

Zima w maju?

Lubię podziwiać ogrody, którymi chwalą się blogowe koleżanki. Sama również chętnie pokazywałabym moje rośliny. Ale czym tu się chwalić? W górach wyhodowanie czegokolwiek to jak gra na loterii.
I właśnie w tym tygodniu jedna pani pokazuje, jakie poziomki rosną na jej balkonie, a ja muszę pokazać jak śnieg zniszczył moje kwitnące grusze i śliwy. 😕 
Jabłonie jeszcze czekają z kwiatami, może chociaż one wydadzą plon w tym roku? 
Zdjęcie wykonałam 14 maja 2019 roku - aż trudno uwierzyć, prawda?

środa, 15 maja 2019

I Komunia

Dawno temu wymyśliłam sobie, że każde dziecko, do którego pójdę na przyjęcie z okazji I Komunii dostanie ode mnie obrazek, który wyszyję osobiście. Nazbierało się tych pamiątek już całkiem sporo. 
A trzy dni temu ponownie miałam okazję uczestniczyć w takiej uroczystości. Wyszyłam obrazek, pojechałam do sąsiadów na Słowacji i poleciłam oprawić ten drobiazg. Po czym, przy odbiorze już, zorientowałam się, że pieniądze zostawiłam w Polsce. I tu miła niespodzianka - pani, która oprawia moje obrazy, bez żadnego zastanowienia sama zaproponowała, by się nie przejmować takim drobnym kłopotem. Po prostu zapłacę, kiedy przyjadę do niej z następnymi obrazkami. A to może oznaczać nawet pół roku czekania na pieniądze. Zaskoczona miło przystałam na jej propozycję, bo niedługo i tak pojadę szukać oprawek na kolejne pamiątki - tym razem ślubne.




 Był piękny i smaczny tort.


piątek, 26 kwietnia 2019

"Moje psy z wełnianej skarpety"

"Mijn hondjes van sokkenwol : haak zelf je favoriete hondenras" To tytuł książki od MyKrissiedolls. Zobaczyłam na FB kilka piesków wyszydełkowanych z tej publikacji i zachorowałam niemożebnie. Posunęłam się nawet do nakłaniania do przestępstwa (nie powiem jakiego), ale się nie udało. Niderlandzki to jest język nieludzki, jednak z pomocą wujka Googla udało się zalogować w holenderskim sklepie, gdzie rzeczoną książkę można zakupić. Cena - no powiedzmy sobie - jak dla mnie wysoka (prawie 18 €). Jednak unikam różniastych używek, to na książkę mogę wydać trochę pieniędzy (chociaż w tym miesiącu będzie ich mniej - wiadomo - strajk 😕 ). Kiedy zobaczyłam koszt wysyłki (20 €), to najpierw zemdlałam - no, prawie... a następnie zaklęłam szpetnie: "Eh, do czorta!!!!!!!" i stanęło na tym, że muszę obejść się smakiem. Prawie jednocześnie koleżanka mojej córki opublikowała film, na którym jedzie sobie rowerem po... UWAGA... Amsterdamie(!), gdzie mieszka i pracuje. Aż mi serce żwawiej zabiło. Natychmiast do niej napisałam i poprosiłam o przysługę, czyli udostępnienie adresu holenderskiego, by tam wysłali książkę. Zgodnie z moim przypuszczeniem koszt przesyłki był niższy (i to dziesięć razy niższy!). Dziewczę chętnie przystało na mą prośbę i już po czterech dniach przysłało informację, że książka jest u niej, cała, zdrowa, kolorowa (i w dodatku z luźną wkładką). 
Wczoraj dostałam to cudo do rąk własnych i stwierdzam kategorycznie, że:
- po pierwsze - warto mieć przyjaciół na całym świecie;
- po drugie - książka warta jest tego całego galimatiasu, przez który przebrnąć musiałam.
Taka to przygoda.



Nie proście mnie o żadne wzory z tej książki 😜

niedziela, 7 kwietnia 2019

Pracowite zapalenie

Dopadło i mnie. Zachorowałam na zapalenie tchawicy i oskrzeli. Mięśnie międzyżebrowe i przepona już odmawiały posłuszeństwa. Ktoś mnie zaraził. Pani doktor przepisała leki, inhalacje i dała tydzień zwolnienia. 
Dzień pierwszy - choruję i leżę w łóżku.
Dzień drugi - choruję i nie leżę w łóżku - siedzę sobie. A jak siedzę, to mogę machać szydełkiem.
I oto co wymachałam:
Jak zapewne wszyscy zauważyli - to są trzy lwy, jeszcze niekompletne i nie poskładane. Kiedy to nastąpi? Nie mam bladego pojęcia, bo już wyzdrowiałam, a i święta zbliżają się milowymi krokami, trzeba trochę dom ogarnąć i zacząć przygotowania.
Kupiłam sobie książkę, nie było to łatwe, ale udało się! Na ten temat napiszę odrębny post. Zrobię to, kiedy książka do mnie dotrze, bo jeszcze jej nie mam u siebie.
Cześć a-lenka. Cieszę się, że jesteś kolejną obserwatorką mojego bloga.

wtorek, 26 marca 2019

Dama z łasiczką

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką, na ścianie w moim rodzinnym domu wisiała reprodukcja Damy z łasiczką Leonarda da Vinci. Uwielbiałam patrzeć na ten obraz. Zawsze też chciałam go wyszyć. Jednakże przytrafiło mi się zrobić mozaikę. Z racji tego, że pracą zawodową jestem dosłownie zawalona, to wyklejanie trwało wiele miesięcy. Wczoraj wreszcie udało mi się zakończyć cały proces. Taka jestem ucieszona, że nie czekam na oprawę, tylko lecę chwalić się moim "dziełem".
Oto moja koleżanka w różnych ujęciach:






A wiosnę mam na razie tylko na parapecie. Za oknem szaleje zamieć 😒

 I jeszcze jedna sprawa: ani nawet się nie spostrzegłam, a tu mam ponad 100 tysięcy wyświetleń! Wow! Dla mnie to ogromna liczba odwiedzin, której nie przewidywałam, zakładając bloga.

niedziela, 17 marca 2019

Pierścionek 2.

Córka przyjechała na kolejny week-end do domu. Ja już wszystko miałam przygotowane. Powiedziałam jej, najpierw zrobimy pierścionki, a potem cała reszta. Tym razem wybór padł na ten projekt
Każda z nas wybrała inny zestaw kolorów i zabrałyśmy się do pracy:

 Mój pierścionek to ten czerwono-czarny. Zaplątałam nitkę i jeden koralik cały czas układał się krzywo. Wściekłam się i wszystko sprułam, ale córka dokończyła swoje dzieło.
Jak na pierwszy raz, to myślę, że ładnie jej wyszedł. Prawda?

 

niedziela, 10 marca 2019

Pierścionek 1.

Tak sobie oglądałyśmy z córką biżuterię różną, ręcznie robioną, że aż nam się zachciało zrobić pierścionek. Tylko trzeba było jeszcze w domu posprzątać, upiec makowca, zrobić to, zrobić tamto... A jak już to wszystko zrobiłyśmy, to ja siadłam do klasówek i tyle z tej naszej chęci wyszło. Potem dziecię wyjechało dalej się kształcić i zrobiło mi się smutno, że nie udało nam się zrealizować naszego planu. Zasiadłam więc do biurka, wybrałam koraliki i zrobiłam pierwszy w swoim życiu pierścionek. Wybrałam najprostszy projekt i udziubałam coś takiego:


Rewelacja to może i nie jest, ale pierwsze koty za płoty. Następne będą lepsze. 

Pierścionek robiłam wg tego filmu:

sobota, 16 lutego 2019

Jeszcze jeden prezent urodzinowy

Lew (klik) kilka dni temu pojechał z wnuczkiem do jego domku, a ja pomyślałam sobie, że też chcę mieć takie zdjęcie na półce. Jednak tym razem wybór padł na superbohatera. Zrobiłam sobie mojego własnego Supermena:

wtorek, 12 lutego 2019

Urodziny, urodziny

Czas pędzi, jak lokomotywa. Rok temu byłam pijana szczęściem, bo doczekałam się narodzin pierwszego wnuczka. Dla mnie jest on najpiękniejszym, najsłodszym, najmądrzejszym i w ogóle NAJ dzieckiem na świecie. Jak każda babcia zwariowałam na punkcie swojego wnusia. Przez rok obserwowałam, jak rośnie i się rozwija. A wczoraj urządziliśmy dla niego pierwsze urodziny. Odbyły się one pod hasłem "Las". Był więc leśny tort 

i leśne zwierzątka - ozdoby na babeczki
 
i szyszkowo-żołędziowe girlandy.


Jasio dostał mnóstwo prezentów, które wcale go nie interesowały (pewnie spodobają mu się kiedyś tam...). Za to chętnie słuchał dwóch swoich ulubionych piosenek - "Lisek łakomczuszek" i "Jestem silny jak lew". Dziadzio nauczył się ich na pamięć i zagrał wnusiowi na gitarze. Jasio nie tylko słuchał, ale dzielnie dziadziowi pomagał grać.
A ja, oprócz, wszystkich prezentów, które maluch otrzymał, postanowiłam sprezentować mu coś ręcznie robionego. I zrobiłam coś takiego:



Z tego prezentu najbardziej ucieszyła się mama Jasia.