O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

wtorek, 28 stycznia 2014

Decoupage jest fajne


Niektórym też wydaje się, że jest bardzo trudne. I tak i nie. Trzeba nabyć wprawy, jak we wszystkim, ale nie jest to technika tak trudna, żeby przeciętnie uzdolniony człowiek sobie z nią nie poradził. Brałam udział w trzech warsztatach i czegoś tam się nauczyłam. Proszę ocenić moje efekty.













Moje pierwsze dwie prace zachęciły mnie do dalszego działania.

 Z kolei to, co próbowałam stworzyć bez pomocy instruktorki lepiej, żeby nie ujrzało światła dziennego. Tej podkładki dawno już nie ma. Zdjęcie pokazuję, by była dowodem, że nie zawsze wszystko się udaje, ale to nie powód, żeby się zniechęcać.


To jest pierwsza ikona, którą wykonałam na warsztatach. Popełniłam tu klasyczny błąd, który zaowocował "bąbelkami". Próbowałam sobie radzić potem za pomocą strzykawki z cieniutką igłą, którą wprowadzałam klej pod papier. Trochę pomogło ;)

Potem powstało dużo ikonek, ale wszystkie stały się prezentami. Otrzymali je ci, co im się podobały moje prace i chcieli posiadać coś takiego.











Ozdabiam też przedmioty codziennego użytku, jak np. herbaciarkę czy sfatygowaną już ulubioną tackę.


Wykonałam też tą techniką trochę biżuterii.




Co roku przybywa także na mojej choince trochę nowych bombek  i nowych pisanek na wielkanocnym stole.






















Mogę się chwalić moimi decoupagowymi dokonaniami, czy nie ma za bardzo czym?

niedziela, 26 stycznia 2014

Żakardowy szyjogrzej



Wybrałam sobie motywy zwierzakowe. Na dole miały być kotki, na górze pieski. Pięknie to rozrysowałam i ochoczo zabrałam się do pracy.




Pierwsze okrążenia swoim wyglądem zachęcały do dalszego dziergania. Po prostu wyglądały ekstra!
Jednak po przerobieniu kilku okrążeń z wrabianym motywem okazało się, że jestem kompletnym żakardowym antytalenciem. Na zbliżeniu wzoru z prawej strony robótki wyraźnie widać, że mam problemy z długością nici, którą trzeba zostawić "wolną" po lewej stronie dzianiny. Kolorowe oczka są miejscami prawie niewidoczne i szyjogrzej się "ściąga".
Chyba się jednak do tego nie nadaję.
 Czyli wniosek już wyciągnęłam odpowiedni. I tu zaczynają się schody, bo ja nie lubię się do czegoś "nie nadawać". Ja zmienię ten motyw, wybiorę coś z mniejszymi "przerwami" w kolorach, wezmę inne włóczki i spróbuję jeszcze raz. Nie to, że koniecznie chcę coś stworzyć z żakardem, bo umiem sobie poradzić pokrywając oczka haftem, ale sama sobie chcę udowodnić, że to jest w zasięgu moich zdolności. Zrobię ten szyjogrzej, choćbym miała trupem paść i basta!

piątek, 24 stycznia 2014

Damski sweter raglanowy

Wcześniej pisałam, że do tego swetra powstanie drugi, do kompletu. I powstał. Tak jak poprzednio włóczka: Opus POLO Natura,
kolor: ciemny beż - melanż, nr 245,
skład: 50% akryl, 50% wełna, 100g - 200m,
druty nr 5 - drewniane KP,
Sweter wykonany raglanem z góry na dół.  

czwartek, 23 stycznia 2014

Szaleństwo

Moje świnki oszalały. A dokładnie, to oszalała Hania. Tak okropnie prześladuje Sabinkę, że już nie wiem, co mam robić. Sabinka też oszalała, ale ze strachu przed Hanią. Dzisiaj o trzeciej w nocy takie wrzaski dochodziły z klatki, jakby ktoś zarzynał to biedne stworzenie. Rano znowu je rozdzieliłam do osobnych klatek. Sabinka już teraz wszystkiego się boi, nawet mnie. Ucieka w panice, kiedy tylko zbliżam do niej rękę. Ale śniadanie zajadała ze smakiem, czego nie można powiedzieć o Hani. Ta z kolei bez przerwy próbuje zżerać podkład higieniczny ze spodu.
Sabinka po lewej, Hania po prawejGdzie te czasy, kiedy sobie razem w zgodzie leżały,o tak:












No i jadły normalnie, jak przystało na prawdziwe świnki. Obawiam się, że przy nich, to ja też w końcu oszaleję.
 

wtorek, 21 stycznia 2014

Prawo serii

Nikt mi już nie wmówi, że go (znaczy: tego prawa) nie ma. Jest, jak byk i jeszcze zadomowiło się u mnie w domu. Niestety. Zaledwie tydzień temu ENYA musiała przejść operację, a już zachorowały nasze świniaki. Chyba coś im zaszkodziło. One jeszcze nigdy nie chorowały, więc wpadłam w panikę, bo wiadomo, jak u nas z wetem dla takich maluchów. Nie ma pomocy i kropka. Najbliżej - 80 km stąd - w Myślenicach. Tam chętnie udzielą pomocy. Korzystałam już z takowej. Żadna świnka nie przeżyła. Zaczęłam więc sama stawiać diagnozę.Wyszło mi, że mają wzdęcie. Podałam więc bio-lapis i espumisan w kropelkach - trochę świnki "zmalały", ale nadal nie chciały jeść. Wczoraj wzięły się już za zieleninę, ale za to nie bobkowały. Oj, oj, oj niedobrze. Masowanie brzuszka nie należy do przyjemności dla moich prosiaków. Dzisiaj rano znalazłam trochę bobków w klatce, więc jelitka pracują - uff. Rozdzieliłam dziewczyny, bo nie wiem, czy obie naprodukowały te bobki, czy tylko jedna robi za dwie. 
Nadal jednak apetyt nie za bardzo dopisuje, dlatego dałam kolejną porcję bio-lapisu i espumisanu. A marchewka i pietruszka leżą nieruszone. Dobrze, że sianko jedzą. Niech one wyzdrowieją proszę, proszę, proszę!

środa, 15 stycznia 2014

Wprawek żakardowych ciąg dalszy

Ponieważ ENYA przespała dzisiaj prawie cały dzień, udało mi się (o ja szalona! zamiast kończyć sweter dla Basi, to ja uczę się żakardować) zrobić wszystkie próbki zalecane przez intensywniekreatywną. Podsumowałam sama swoją pracę i doszłam do wniosku, że przy wzorkach, w których trzeba bardzo mieszać nitkami, lepiej mi się dzierga. Duże płaszczyzny kolorowych plam chyba lepiej robić osobnymi motkami. Jak zrobię komin, to wtedy ostatecznie zdecyduję, czy wolę wyszywać, czy wrabiać żakardy. A teraz zdjęcia moich kolejnych wprawek:

 


 

wtorek, 14 stycznia 2014

Po operacji

Już po wszystkim. Kiedy dziś rano dzwoniłam do lecznicy, to kazali mi ją przywieźć jednak dzisiaj, bo zrobią operację jak najszybciej. Sunia jest w domu i śpi od czterech godzin. Przebudzi się na chwilkę, rozglądnie dookoła i zasypia znowu. Okryłam ją dwoma kocykami, ale miała tak zimne łapki, że musiałam jej dogrzać termoforkiem. Wet powiedział, że dobrze, że tak szybko zareagowałam, bo właściciele często zwlekają, aż jest za późno na skuteczną pomoc. Mówił też, że za kilka godzin będzie już chciała wstawać, a ona nic. Zmieniłam jej tylko pozę, żeby nie leżała cały czas na jednym boku. Pojutrze idziemy na zastrzyk. O, właśnie wstała :) Mam nadzieję, że ENYA szybko wróci do zdrowia.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Operacja

Moje Słoneczko idzie pod nóż :( 
Wczoraj nie zjadła obiadu, dzisiaj ledwo co skubnęła i zaczęła stosować toaletę, jak przy cieczce. Sprawdziłam, że minęły dopiero 3 i pół miesiąca, więc trochę za wcześnie. Obejrzałam ją dokładnie i wydało mi się, że to krew, ale coś mi nie pasowało, bo taka jakaś jasna była. W ciągu piętnastu minut już byłyśmy u weta. Usłyszałam wyrok: ropomacicze - sterylka. Perełka dostała antybiotyk w zastrzyku i jutro mam dzwonić w sprawie terminu zabiegu - środa lub piątek. Chociaż ten wcześniejszy termin oznacza kombinowanie ze zwolnieniem z pracy, to nie chcę czekać do piątku, bo się o nią boję. Ale mam też obawy dotyczące samej operacji, bo wiadomo - niby rutynowy zabieg, ale nikt nie da gwarancji, że NA PEWNO wszystko będzie w porządku. Znowu mam nockę na myślenice, może nawet nie jedną. Moje biedactwo...

niedziela, 12 stycznia 2014

Adopcyjne urodziny Hani i Sabinki

Dokładnie wczoraj minął rok, jak do naszego ludzko-zwierzowego stadka dołączyły Hania i Sabinka. Ponieważ nie znamy dokładnego ich wieku, data 11 stycznia jest u nas traktowana, jak urodziny obu panien. Były więc prezenty pietruszkowe i ogórkowe, które prośki lubią najbardziej. Był dłuuugaśny spacer poza klatką i mała sesja fotograficzna. 





Myślę, że pierwsze adopcyjne urodziny możemy zaliczyć do udanych.

U nas jest teraz taka pogoda: