O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

środa, 3 lutego 2016

Naszyjnik "Morska Piana"

Zrobiłam sobie nową ozdobę:


A było to tak...
Już dawno temu spodobał mi się ten naszyjnik:
 Znalazłam do niego schemat:
I nie rozumiałam z niego ni hu, hu. A tak bardzo chciałam zrobić taki dla siebie!
Aż natrafiłam na pewien filmik na YT:
Naszyjnik troszkę inny, ale bardzo podobny. Zrobienie poszczególnych elementów nie było problemem, 



ale potem za żadne skarby nie mogłam tego zeszyć, żeby było jak należy. Robiłam ściśle wg pokazanej instrukcji i cały czas mi się to wywijało nie tak, jak trzeba. W końcu pokombinowałam i otrzymałam takie coś, co pokazałam na początku. Może być?
Jeżeli ktoś chciałby skorzystać z tego filmu, to powiem, że nie należy zbyt dokładnie słuchać tego, co pani mówi (po rosyjsku, niestety), bo mówi o 10-ciu (lub parzystej liczbie) rurkach w jednym wachlarzyku, a trzeba ich zrobić o jeden więcej.


niedziela, 31 stycznia 2016

O tym, jak Lusi wyrosły włosy

W tym poście wytłumaczyłam, dlaczego powstała Lusia. Beva zainteresowała się, w jaki sposób zrobiłam włosy tej piękności. Muszę przyznać, że z nimi (oprócz małej ilości cielistej włóczki) miałam największy kłopot.
Kilka lat temu jedna z dziewcząt, które "nauczałam" w ramach kółka rękodzielniczego, przyniosła włóczkę, która od razu rzuciła mi się w oczy, jako odpowiednia na zrobienie "organizmu" lalki. Owa włóczka była zbyt cienka na nasze potrzeby. Zaproponowałam więc dziewczynie zamianę - ja biorę jej włóczkę, a w zamian daję inną. Pannie było wszystko jedno, w związku z czym zostałam właścicielką cieniutkiej włóczki w kolorze bladoróżowym. Kiedy postanowiłam zrobić Lusię wzięłam dwie nitki tej włóczki.Po zrobieniu głowy już wiedziałam, że mam tej włóczki za mało. Dlatego szydełkowa dziewczynka na stałe "ubrana" jest w białe body i białe skarpety.
Mam też (chyba nieciekawy, a na pewno kosztowny) zwyczaj zaopatrywania się w różne artykuły, które kiedyś mogą się przydać. Od pewnego czasu próbuję wyleczyć się z tego nałogu z różnym skutkiem. W ramach tego zwyczaju nabyłam paczkę takich oto sztucznych włosów:
 Zdjęcie ze strony Kreatywny Świat
Zakupu dokonałam z pomocą Wujka Interneta i naiwnie wyobrażałam sobie, że to jakoś jest poukładane. Jak zobaczyłam zwykły kłąb sztucznych kłaczków bez początku i bez końca, to trochę byłam zawiedziona. Odłożyłam go gdzieś na dno szuflady, a potem prawie o nim zapomniałam. Kiedy Lusia była gotowa, ale jeszcze łysa, przypomniałam sobie o tych włosach. Wzięłam nożyczki i pocięłam na trochę dłuższe i trochę krótsze odcinki, tak na oko 12-15-to centymetrowe. 
Następnie każdy loczek przyczepiłam mniej więcej tak, jak na tym filmie (od około 3-ciej minuty):
 autorka:Allison Hoffman
Zaczynałam mocowanie od góry głowy i posuwałam się okrążeniami w dół - oczko po oczku, a nie od dołu głowy, jak na filmie. Okazało się, że dobrze zrobiłam, bo tych włosów brakłoby, gdybym trzymała się zaleceń autorki tutka. W sumie robota głupiego i trochę żmudna, ale efekt wart poświęcenia.
Mam nadzieję i bardzo proszę, by Beva (lub ktokolwiek inny) po skorzystaniu z tego objaśnienia dała w komentarzu do tego posta namiar na zdjęcie jej lalki.

Lusia

Poczułam (klik) wielka potrzebę, by zrobić sukienkę dla lalki. Problem w tym, że nie miałam pod ręką żadnej. Zaproponowałam nawet córce, że zrobię sukienkę dla misia, który ciągle mieszka w jej pokoju. Niestety nie wyraziła na to zgody, bo miś jest facetem o imieniu Filip i nie nosi sukienek. Nie pozostało nic innego, jak zrobić lalkę, by pomogła mi zaspokoić moją potrzebę. Przyszła więc na świat Lusia, złotowłosa piękność (zrobienie tych loków było chyba najbardziej pracochłonną częścią przedsięwzięcia). 


I całkiem sobie spora - ma około 30 cm wzrostu.


Młodsza pociecha złośliwie stwierdziła, że szydełkowa panna przypomina do złudzenia pewną panią z telewizji, która rewolucjonizuje polskie restauracje ;) 
Nawet mój mąż, który na codzień jest ponad takie sprawy, powiedział z uśmiechem: "Udała ci się ta lalka". To najbardziej mnie ucieszyło.
I jeszcze Lusia na stojąco:

wtorek, 26 stycznia 2016

The pink ribs

Nadałam im angielską nazwę, bo nie wiem, czy "Różowe żeberka" nie brzmią zbyt prostacko. 
Ja nie nosiłabym takich różowości, ale niedawno moja córka sprytnie połechtała moje ego, twierdząc, że wszystkie koleżanki są zazdrosne o liczne skarpetki (robione przeze mnie), które nosi. No nie będę udawać, że nie poczułam się dobrze. Fajnie usłyszeć,  że ludzie chcieliby nosić to, co ja wydziergałam. Zaraz potem podstępne dziecię me napomknęło, że przydałoby się mieć także skarpety, które pasowałyby do jej różowego (!) stroju klinicznego. Miałam jakieś wyjście? Tylko jedno: nabyłam włóczkę Fortissima Aquarell 279 pink (75% wełna superwash, 25% poliamid; 100 g || 420 m) użyłam druty KP nr 3,25 mm i stworzyłam takie oto coś:



 A następnie to coś skojarzyło mi się z nazwą użytą na początku tego posta.
Na skarpetki w rozmiarze 39 zużyłam około 8 dkg włóczki (niecały motek). I teraz będę musiała wyszydełkować jakąś zabawkę, bo ta resztka ze skarpetek, moim zdaniem, idealnie nadaje się na sukienkę dla lalki, która jeszcze nie istnieje. Tylko kiedy ja to wszystko zrealizuję? Znacie sklep, w którym mogłabym kupić jakieś 6 kilo wolnego czasu?
Dla tych, co nie czytają bloga systematycznie - tutaj (klik) jest ogólny przepis na skarpetki. 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Ten lariat jest mój

Wymieniłam się z moją siostrą kolorowym kordonkiem, transparentnych koralików miałam pod dostatkiem, co więc mogłam zrobić? Kolejny lariat, oczywiście!
Ten wyszedł mi bardzo długi. Postanowiłam, że już nie będę, jako ten szewc, co bez butów chodzi i zatrzymałam go dla siebie. Oczywiście pod pewnym warunkiem. Łatwo zgadnąć o co chodzi - pożyczać go będę mojej córce, kiedy zajdzie taka potrzeba. MUSIAŁAM złożyć tę obietnicę, bo inaczej naszyjnik nie byłby mój, a ja go bardzo chciałam mieć ;)
Mogłam postąpić inaczej?

niedziela, 24 stycznia 2016

Fotokursik robienia tubular netting

Pokusiłam się po raz kolejny na wytłumaczenie, jak można wykonać fajny i efektowny ścieg, za pomocą którego wyczarowałam taką bransoletkę:



Należy przygotować sobie:
W tym kursie robię sznurek na trzy perełki w okrążeniu, ale może być ich więcej, np. cztery.

Ostatecznie zmieniłam zdanie i zastosowałam końcówki do wklejania. Nie musiałam więc zostawiać tak długiej nitki. Możliwości jest jednak wiele i lepiej zostawić dłuższy kawałek, bo jak mawia przysłowie: "Lepiej kijek obcinkować, niźli potem pogrubasić".

Również rozmiar koralików może być inny. Wtedy należy skorygować ich ilość, ale liczba musi być nieparzysta.















Mam nadzieję, że mój kursik jest dla Was zrozumiały. Szalenie cieszyłabym się, gdybym mogła zobaczyć sznurki, które powstały po przeczytaniu tego posta. Zachęcam więc do pozostawienia w komentarzu linka do zdjęć.
Powodzenia! 
I na koniec miło mi powitać Karolinę w gronie obserwatorów. Cieszę się, że dołączyłaś do tego wspaniałego grona, ale pamiętaj, że masz możliwość odwiedzania mnie nie tylko w świecie wirtualnym ;)

sobota, 23 stycznia 2016

Gdy się ma za krótkie buty na zimę...

...to marzną ci nogi. Przekonałam się o tym dreptając prawie cały dzień po stolicy naszej. 
Moja kochana kuzynka zaplanowała dla naszej rodziny (głównie chodziło o dziecię moje młodsze, które Warszawy nie pamięta, bo wizytowała ją jako niemowlę) wiele atrakcji. Akurat mrozy nawiedziły nasz kraj i zimno mi było w nogi. Buty na zimę noszę krótkie, bo niestety przemysł obuwniczy nie przyjął do wiadomości, że nie wszyscy mają szczupłe łydki. Dlatego zaraz po powrocie do domu wydziergałam sobie takie oto getry:

I problem mam z głowy. Mało tego - zrobię sobie jeszcze inne wersje kolorystyczne, żeby dopasować do różnej garderoby. I tak oto potrzeba stała się matką wynalazku. ;)
I na koniec dzisiaj - serdecznie witam nową obserwatorkę. Karolciu - rozgość się i czuj się dobrze w moim Cichym Kąciku

piątek, 1 stycznia 2016

Rok małpy

Z tego, co mi wiadomo, to w chińskim kalendarzu 2016 rok jest rokiem małpy. Wydziergałam więc taką oto małpeczkę, której chciałam nadać imię Luiza. Moje córki orzekły jednak, że powinna nazywać się Krysia i nie chcą dać się przekonać.














Kto chciałby sobie taką wyszydełkować może zaglądnąć na tę stronę (klik). Tam jest opis wykonania.
Można też skorzystać z dwóch filmów:
A Wam, jak się wydaje? Luiza, czy Krysia?

Dopisane 02 stycznia 2016
Widzę, że wszyscy uważają (nawet moja córka Krysia), że małpka powinna jednak zostać Krysią. Poddaję się więc i oficjalnie ogłaszam, że symbolem roku 2016 u nas jest małpka Krysia.

środa, 30 grudnia 2015

Ozdoby choinkowe

Dopiero dzisiaj mogę pokazać, jakie ozdoby na choinkę wykonałam w tym roku. Mam nadzieję, że zawisły na choinkach moich forumkowych koleżanek.
Do Beatki poleciała taka "ciężarna" bombeczka:

I jeszcze taka:
 
A do miltonii taka:
Bombeczkom towarzyszyły aniołki












słodkości

 





 






i przydasie różniaste

 Oto paczuszki prawie gotowe do wysłania:
Mam nadzieję, że prezenty przypadły dziewczynom do gustu.

A skoro jestem już w temacie bombowym, to proszę pooglądać, co moje dziewczyny z kółka rękodzielniczego stworzyły na swoje choinki:





 



I na koniec dzisiejszego wpisu serdecznie witam nową obserwatorkę.

U nas jest teraz taka pogoda: