O mnie

Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, wyplatanie z papierowej wikliny, malowanie na tkaninie, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

niedziela, 19 października 2014

Wymianka nr II ukończona

Nie tyle sama wymianka, co sweterek dla koleżanki. Uprzedzałam ją, że mam wolne tempo pracy, ale nie zraziła się i cierpliwie czekała. Już niedługo będzie mogła sprawdzić, czy nie wyszła na tym, jak Zabłocki na mydle. Przyznam, że im bliżej było końca dziergania, tym bardziej miałam duszę na ramieniu i pojawiały się pytania, co ja zrobię, jak "mój" sweter okaże się niewypałem? No, ale nie ma co już gdybać, czas jak najszybciej lecieć na pocztę i zmierzyć się z rzeczywistością. Werdykt zapadnie już niedługo.
Na zdjęciach sweterek prezentuje się tak:




Wykonany został na drutach KP nr 3,5 mm z włóczki ALIZE bella (100% bawełny; 50g/180m). Na rozmiar 48/50 zużyłam niecałe 50 dag.
Ciekawa jestem, jak będzie wyglądać moja poduszka?

piątek, 17 października 2014

Jest wystawa... Będzie wystawa?

W czerwcu napisałam entuzjastycznego posta o tym, jak dostałam w prezencie ikonę. O TUTAJ o tym pisałam.
A wczoraj moja koleżanka otworzyła swoją wystawę ikon w naszej Bibliotece Publicznej. Tych ikon było aż (tylko) 32! Napisałam "tylko", bo jednak jakaś ich część powędrowała już do ludzi. Ja te wszystkie ikony fotografowałam koleżance do jej albumu na Picasie, ale robiłam to pojedynczo. Kiedy zobaczyłam je wszystkie razem, to muszę przyznać, że robią niesamowite wrażenie. Piękne, smutne, pełne zadumy oblicza.
A moja koleżanka potrafi jeszcze z pasją opowiadać o ikonach. Było wspaniale. Muszę, że wstydem przyznać, że chyba byłam jedyną zwiedzającą, od której autorka nie dostała kwiatów. Tak "leciałam" z pracy, żeby zdążyć na otwarcie, że nie zdążyłam już wstąpić do kwiaciarni. Dobrze, że mój mąż (który, jak zwykle mocno był spóźniony) miał kwiaty dla Gosi.
Oto kilka zdjęć z tej wystawy:





A na koniec, ale małą czcionką, napiszę, że w czasie rozmowy z P. Dyrektor Biblioteki, również dostałam propozycję wystawienia moich wyszywanek. Nie wiem, czy mój dorobek jest na tyle bogaty, żeby pchać się z nim na wystawy, ale obiecałam, że zastanowię się nad tym. Mam czas do przyszłego roku ;)

niedziela, 12 października 2014

Szafirowe słoneczka

Miał być naszyjnik i jest. Za to mnie nie było dla świata przez trzy dni i kawałek nocy. Wymagająca córka jest zadowolona, więc ja także. Drugiej córce spodobał się na tyle, że chce dostać "coś takiego" w prezencie na urodziny, które już niedługo. A łatwo nie było. Najpierw zrobiłam coś, co nie nadawało się nawet do sfotografowania, potem skonstruowałam takie coś:

 Ostatecznie naszyjnik otrzymał taką formę:

Inspiracją był ten film na YT:
Od razu widać, że mój naszyjnik jest dużo skromniejszy, ale taki miał być. A jak Wam podoba się moja wersja?
I jeszcze raz moja róża chińska, która tak się rozpędziła, że obdarzyła nas kolejnymi kwiatami.
A to nie koniec, bo są jeszcze dwa pąki... Warto było poczekać.

niedziela, 5 października 2014

Pierwsze śliwki i kolejna kulka

Niedzielny spacer z ENYĄ już za nami. I oczywiście obowiązkowe mycie ubłoconego "podwozia" suczki także. Pogoda dzisiaj dopisała, co jest rzadkością w tym roku. Sądzę, że z powodu małej ilości słonecznych dni, pierwsze moje śliwki - pierwsze tegoroczne i pierwsze w ogóle nie chcą ładnie oddzielać się od pestek, ale i tak się bardzo z nich cieszę.
 Zachęcona efektem obszycia pierwszej kulki, o której pisałam TUTAJ , postanowiłam nauczyć się oplatać kulkę szydełkiem. Oto efekt:
Który sposób jest łatwiejszy? Nie wiem. Ściegiem peyote łatwiej manipulować ilością koralików, które są potrzebne do obszycia kulki. Korzystając z szydełka trzeba z góry wiedzieć, ile koralików będzie potrzebnych i muszą być one wszystkie nanizane na nitkę przed rozpoczęciem robótki. To jest trudność. Jednak efekt końcowy chyba ładniejszy. 
Zanim zdecyduję, która technika będzie moją ulubioną, zrobię jeszcze kilka kulek korzystając z igły i z szydełka.

niedziela, 28 września 2014

Wymiankowe postępy II i moje roślinki

Postępy, jak postępy. Na szczęście koleżanka cierpliwa jest i czeka na ten sweterek i czeka, i czeka.... W tym momencie jest go trochę więcej niż tyle:
Od momentu tego wpisu trochę rzeczywiście przybyło tęczowego sweterka, ale to jest malutko na to, co bym chciała i czego pewnie życzyłaby sobie moja koleżanka. No, ale jak się nie ma, co się lubi....

A z innej beczki. Po kilku latach milczenia znowu zakwitła moja chińska różyczka. Jest piękna.



I nawet przebiła moją radość z dojrzewających leniwie śliwek (po raz pierwszy będą kompoty z własnych śliwek!!!) i pięknie kwitnącego rozchodnika, który przywabia piękne motyle.





poniedziałek, 22 września 2014

Część przestrzeni otoczona sferą ;)

Kulki koralikowe podobają mi się od dawna. Trzeba nauczyć się, jak oplatać tymi koralikami - myślałam niejeden raz. Jednak zawsze brakowało czasu. A to sprzątanie, a to obrazki na prezenty, a to sweterek na wymiankę, albo jeszcze inne ciekawe zajęcie. W końcu w sobotę zawzięłam się - z rozpaczy, bo nie mogłam oglądać zakodowanego meczu z Niemcami - i zasiadłam do pierwszej kulki. Na pierwszy ogień poszła igła. Wykoralikowałam takie coś:
Nie jest to idealna kula - koraliki trochę się "rozłażą". Następną spróbuję zrobić lepiej. Wcześniej jednak zrobię kulkę na szydełku - może wyjdzie ładniejsza?
Póki co, nabyłam nową umiejętność i niedługo ją wykorzystam w jakimś projekcie koralikowym. Cieszę się ogromnie, bo ostatnio większość rzeczy, których się uczę, to tylko z internetu lub książek. Nie mam nikogo, kto mógłby mi pokazać w realu co i jak. Wiem, że taka kulka to żadna filozofia, ale ja NIE ZNAM  włoskiego, a nauczyłam się od Włoszki. Fajnie, co? 
A nasi zostali mistrzami świata - je, je, je !!!!! Pewnie będę żyć o 5 minut krócej, ale cieszę się, że mogłam to obejrzeć w telewizji.


czwartek, 18 września 2014

Biżuteria dla panny młodej

Przyszła panna młoda poprosiła mnie o zrobienie bransoletki i zażądała, żeby nawet nie myśleć o jakimkolwiek naszyjniku. Trudno - miałam wiele pomysłów, ale "klient nasz pan!". Zadanie nie było łatwe, bo dziewczę okazało się wybredne i posiadające zupełnie inny gust niż mój. Dlatego wykonanie bransoletki poprzedzone zostało prawdziwymi negocjacjami. W końcu wybrany wzór i tak zmodyfikowałam, bo jestem osobą początkującą w koralikowaniu i "nie chciało wyjść" tak, jak na przykładzie znalezionym w sieci. Ozdoba dłoni została zaakceptowana na szczęście i dlatego ośmieliłam się przedłożyć zainteresowanej jeszcze kolczyki, które wykonałam z nadzieją, że przypadną dziewczynie do gustu. I spodobały się! Nie tylko pannie młodej, ale i gościom, co było dla mnie najlepszą nagrodą.  
 Zrobiłam jeszcze cztery prościutkie bransoletki-prezenty dla druhen. Zdjęcia robił fotograf, pozwolił na ich umieszczenie na moim blogu, ale z tych wszystkich ujęć dostały mi się tylko takie.


A finał całej sprawy jest taki, że obecna młoda mężatka, która niedługo wybiera się na wesele swojej koleżanki poprosiła mnie o zrobienie (uwaga!) naszyjnika do kreacji weselnej, co uczynię z wielką radością. W końcu, czego się nie robi dla własnych dzieci?

sobota, 30 sierpnia 2014

Obrazki na prezent

Tegoroczny sierpień zapamiętamy na długo, jako miesiąc imprez ślubnych wszelakich - pięć wesel, w tym jedno naszej córki, jedno srebrne i jedno złote. Nazbierało się tego trochę. Dzisiaj zaraz wychodzimy na ostatnią (!) w sierpniu imprezę. Pokazuję więc, z kronikarskiego obowiązku, obrazki, jakimi obdarzyłam i podaruję za chwilę kolejnemu Państwu Młodym. Nie jestem może oryginalna, ale bardzo lubię ten motyw i dlatego często go wyszywam.



A z innej beczki - ENYA zachorowała na zapalenie ucha. Po doświadczeniach z CETRĄ, często zaglądam jej do uszu, więc od razu zauważyłam zaczerwienienie i poleciałyśmy do naszego weta w te pędy. Dostała dwa antybiotyki i jakieś kropelki do uszu przez tydzień dawkowane. Jest już poprawa, ale jeszcze nie jest idealnie. Sunia sobie śpi i powolutku wraca do zdrowia.



sobota, 23 sierpnia 2014

Moja ENYA zmalała...

... o połowę. Stało się to, czego się obawiałam. Po sterylce, o której pisałam tutaj, i tutaj sierść suni zmieniła się bardzo. Wyrósł jej paskudny watowaty, zrudziały podszerstek. Utrata prawie całej urody nie jest fajna. W dodatku zaczęła się drapać i tak skołtuniła całe futerko, że już nie wiedziałam, co robić. To znaczy wiedziałam, tylko to trochę droga sprawa. W końcu po konsultacjach z rodzinką zainwestowałam w furminator, który okazał się wart swojej ceny. ENYA straciła większość podszerstka, odzyskała piękny wygląd i przestała się drapać.



 Tyle "waty" miała na samym tylko grzbiecie.
A to wyczesałam z jej uszu.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wesele było hejże, hej!

Moja starsza córka wyszła za mąż. Na początku tego miesiąca. Wydarzenie tyleż szczęśliwe, co stresujące dla mnie, bo był to dzień, kiedy moja kochana córeczka wyprowadziła się do innego domu.
Wcześniej jednak trzeba było zrobić biżuterię dla niej, dla jej druhen i oczywiście dla mnie :)
Dzisiaj mogę zaprezentować tylko to, co zrobiłam dla siebie, bo reszta została obfografowana przez fotografa z każdej strony. Oczywiście byłam na tyle przezorna, że uzyskałam pozwolenie autora na publikację jego pracy na moim blogu. Teraz czekam na jego zdjęcia i nie wiem ile to jeszcze potrwa. Dlatego będą co najmniej dwa posty dotyczące wydawania mojej córki za mąż.
A teraz do rzeczy. Zrobiłam dla siebie naszyjnik, który z założenia miał być "strojny" i "na bogato". Sukienkę miałam dość prostą, więc miał on być całą ozdobą weselną.
A powstawał tak:





Nie kombinowałam już z kolczykami i bransoletką, bo co za dużo, to nie zdrowo.
A w tę sobotę znowu idę na wesele (już trzecie w tym miesiącu). Tym razem mam niebieską sukienkę. Zrobiłam więc dla siebie "coś na szyję", "coś na rękę" i "coś do uszu". A wygląda to tak:


Po wielodniowej przerwie wróciłam do dziergania wymiankowego sweterka i zrobiłam go już do pachy. Teraz rozdzielę go na rękawy i korpus i zacznę najpierw dziergać rękawki.

niedziela, 13 lipca 2014

Inny kolor

Znacie tę reklamę, kiedy facet wchodzi do sklepu z farbami i trzyma łososia w ręku?



Jakbym widziała własnego męża. Zero wyobraźni kolorystycznej. Dlatego już od KILKU miesięcy przygotowywałam go na zmianę koloru w salonie. W końcu zgodził się.
Pierwszy problem pojawił się, kiedy pokazałam we wzorniku, jaki kolor należy przygotować. Drugi - znacznie poważniejszy - kiedy przemalował dwa paski na ścianie. Wydawało się, że albo ja będę musiała się wyprowadzić, albo on się wyprowadzi, albo przez najbliższe cztery lata będę wysłuchiwać, że musimy mieszkać w "trupiarni". Na szczęście po zakończeniu malowania mąż przyznał, że dobry miałam pomysł. Może następnym razem bardziej mi zaufa przy zmianie koloru na ścianie?
W każdym razie - było tak:


A teraz jest tak:





czwartek, 3 lipca 2014

Jestem, jestem...

Nie zginęłam, tylko realizuję pewien projekt, o którym (mam nadzieję) niedługo napiszę. Na razie nie zdradzę, co to jest. 
Dzisiaj będzie o moich prosiaczkach. Bo, jak tak sobie siedzę cichutko przy biurku, to moje świństewka trochę się mną nudzą i od czasu do czasu mam takie obrazki:






<------Hania




                             Sabinka------>



Prawda, że są słodkie? Trochę nudzą się biedulki, bo aura nie pozwala na harce w ogródku. Na szczęście zapowiadają poprawę pogody i będzie można znowu wychodzić na zewnątrz.