Znalazłam w niej ciekawy sweterek. Postanowiłam go wydziergać. Kupiłam włóczkę i... na tym się skończyło.
Teraz, w związku z mocnym postanowieniem wykorzystania tego, co mam w zapasach (nie tylko włóczki, ale i koraliki, mulinki i inne takie tam), zdjęłam książkę z półki, otworzyłam na odpowiedniej stronie i na nowo zachwyciłam się projektem Audrey. Dodatkową motywację stanowi strona ravelry.com
Jak widać, po ilości zrealizowanych sweterków, Audrey nie jest zbyt popularna. I dobrze.
Na razie moja wersja wygląda tak:
i cieszy się dużym zainteresowaniem Hani - chociaż może... ją to bardziej ciekawi żyłka od drutów...
Praca powoli posuwa się do przodu, bo mam na drucie nitki do pięciu motków i żeby nie zrobiło się totalne siano, to cały czas przekładam te kłębki jeden przez drugi. Ta przekładanka w końcu mnie irytuje, więc odkładam sweterek na bok i łapię za ślubny portret, bo też go w końcu muszę skończyć. Ale to już zupełnie inna historia...
Witam wśród obserwatorek nową koleżankę - z bloga galeria61
Witam wśród obserwatorek nową koleżankę - z bloga galeria61
Może Hania chciałaby też mieć swój "udział" w swetrze i po prostu rozgląda się gdzie by jej angorowe włosie najlepiej spasowało :o)
OdpowiedzUsuńHania lubi mi "pomagać" w dzierganiu. Już nie jedną i nie dwie nitki udało jej się przegryźć :-t
UsuńWłaśnie te przekładanki motków skutecznie odstraszają mnie od wzorów norweskich i innych kolorowych cudów:) Ciekawie się zapowiada ta wersja kolorowa:) Niestety nie mam w zapasach czarnej włóczki i teraz tego pożałowałam:) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBasiu, nic straconego :d
UsuńKiedyś, żeby mi sprawniej szło, nawijałam nici na "rybki". Teraz mało robię na drutach, ale myślę, że to jest jakieś rozwiązanie problemu.
OdpowiedzUsuńMam rybki, ale szkoda mi ciąć nitki na kawałki. Wolę męczyć się z całymi motkami. Kiedyś i tak w ukończę ten projekt.
UsuńJolu, dziękuję za miłe słowa powitania :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Gosia
Ciekawie się zapowiada ten sweterek:)
OdpowiedzUsuń