O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 września 2017

Anioł

Tydzień temu byłam na warsztatach i takiego anioła zrobiłam.


A powstawał tak:













 Inne anioły prezentowały się równie imponująco:
Dziękuję dwóm Agnieszkom z Warszawy za wspaniałe warsztaty. 
Mój anioł trafił już na wystawę, ale o tym napiszę następnym razem...

piątek, 10 lutego 2017

Oświecona

Czego jeszcze nie robiłam? Świeczek! Trzeba było nadrobić braki. 





Zasuszonych kwiatków nie było wiele, więc powstały tylko cztery świece. 






Teraz byle do wiosny, lata i jesieni. Przypomnę sobie młode lata. Będę suszyć roślinki.
Szkoda tylko, że ramkę do suszenia już dawno wyrzuciłam.
Świeczki nie są idealne, bo powstawały z kilku rodzajów stearyny. Następne będą ładniejsze. Taką mam nadzieję...

czwartek, 17 listopada 2016

Dentysta sadysta

Dzisiaj, by napisać post, muszę cofnąć się 25 lat wstecz. Zdarzyła się wtedy rzecz straszna dla mnie. Paskudnie ukruszyłam sobie zęba i to w dodatku na owsianym ciasteczku, które sama wyprodukowałam. Straszne to było z dwóch powodów: "po pierwsze primo" - byłam młoda i głupio tak wcześnie stracić zęba, "po drugie primo" - i to na własnym ciasteczku?!!! 
Moje dziecię miało wtedy trzy miesiące i dzięki temu nie musiałam czekać w kolejce do dentysty. Pani doktor przyjmowała mnie poza kolejką, a dłuuuga ona była, że hej! (kolejka, nie pani doktor)
Dostałam koronę na złamanego zęba i miałam ją aż do teraz. Ząb ponownie się złamał... 
I tu się zaczyna właściwy wpis. Moje dziecko - teraz już dentystka - podjęło się wykonania implantu, bo "miałaś, mamo, szczęście w nieszczęściu, że złamałaś tego zęba nad kością. Można będzie zrobić impalnt". Tylko, że mój ząb jest jakiś nietypowy i ciężko idzie leczenie kanałowe. 
Jak dla mnie to w ogóle jest jeden wielki kanał. Córka stresuje się, że długo to trwa (3,5 godziny jedna wizyta!), ja stresuję się, że córka się stresuje. Jedynie pan doktor, opiekun stażu, jest zadowolony - "dobrze się stało! Pani córka nabierze doświadczenia, a pani będzie miała wykonaną dobrą robotę, bo córka solidna jest."
 Kiedy wyszywałam jej tego zęba na fartuszku, to sobie obiecałam, że nigdy nie będę jej pacjentką. A teraz potwierdziło się powiedzenie "nigdy nie mów nigdy". Tym optymistycznym akcentem kończę wpis nie do końca robótkowy.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Koszulka indywidualna

Kupiłam sobie takie oto pastele do tkanin:
Kiedyś miałam przygodę z malowaniem tkaniny farbami akrylowymi.

Znalazłam w domu nieużywaną jeszcze bawełnianą koszulkę w rozmiarze dziecięcym. Ten fakt plus mój zakup dał interesujący wynik.
Ta strona została pomalowana przeze mnie. 


A ta jest efektem pracy mojej utalentowanej córki.

Praca jest dziecinnie prosta. Należy najpierw wyprasować tkaninę i naciągnąć ją, na przykład tak, jak sweterek do blokowania. Następnie bezpośrednio na materiale narysować obrazek, nałożyć papier śniadaniowy (lub taki do drukarki) na ten malunek i przeprasować gorącym żelazkiem. Według zapewnień producenta tak zakonserwowaną odzież można prać nawet w pralce, w temperaturze 30°C. Z tym praniem, to jeszcze się okaże...
Obu nam spodobało się to zajęcie. 
Nie będę pytać, który obrazek jest ładniejszy, bo wiem, jaka byłaby odpowiedź ;)
W naszym domu nie mieszka taka mała osóbka, więc koszulka została przeznaczona dla mojej bratanicy. 

czwartek, 9 czerwca 2016

Człowiek uczy się całe życie...

... tak mawiała moja Mama, kiedy nie miałam ochoty odrabiać lekcji. Wtedy myślałam, że jak będę już duża, to zdecyduję niczego się nie uczyć. Nikt mnie nie będzie mógł zmusić. Jednak okazało się, że to Mama miała rację. Jestem "duża" i ciągle uczę się czegoś nowego. Nikt nie musi mnie zmuszać. Sama chętnie wybieram nowe dziedziny, w których chcę pobierać lekcje. Jedna z takich okazji trafiła się niedawno. Były to warsztaty ceramiczne organizowane przez Stowarzyszenie Rozwoju Orawy. Poszłam bez żadnego planu. Nie miałam pojęcia, co będziemy robić, ale kiedy po wstępnym wykładzie i pokazie prac należało podjąć decyzję, nie miałam żadnej wątpliwości, co będę próbowała zrobić. I zrobiłam. Nie jest idealna i może troszkę zbyt mała, ale mnie cieszy, bo spełnia swoją rolę.











I wiecie, co to jest? Ta koślawa miseczka z dziwnym pęknięciem? To jest miseczka na włóczkę. Wkładam do niej kłębek i dziergam sobie, a on nie "biega" po podłodze. Można kupić takie miski - piękne, jak królewny, ale też odpowiednio drogie. Moje "brzydkie kaczątko" zrobiłam sobie sama :)