O mnie

Moje zdjęcie
Moją największą pasją jest kynologia. W wolnych chwilach zajmuję się haftem, dzierganiem na drutach i szydełku oraz czytam książki. Moim nowym hobby od niedawna jest decoupage, a także tworzenie biżuterii z koralików. Ten blog kieruję do wszystkich, których zaciekawią moje prace, a także tych, którzy chcieliby cieszyć oko zdjęciami moich zwierzęcych przyjaciół.

Obserwatorzy

sobota, 30 sierpnia 2014

Obrazki na prezent

Tegoroczny sierpień zapamiętamy na długo, jako miesiąc imprez ślubnych wszelakich - pięć wesel, w tym jedno naszej córki, jedno srebrne i jedno złote. Nazbierało się tego trochę. Dzisiaj zaraz wychodzimy na ostatnią (!) w sierpniu imprezę. Pokazuję więc, z kronikarskiego obowiązku, obrazki, jakimi obdarzyłam i podaruję za chwilę kolejnemu Państwu Młodym. Nie jestem może oryginalna, ale bardzo lubię ten motyw i dlatego często go wyszywam.



A z innej beczki - ENYA zachorowała na zapalenie ucha. Po doświadczeniach z CETRĄ, często zaglądam jej do uszu, więc od razu zauważyłam zaczerwienienie i poleciałyśmy do naszego weta w te pędy. Dostała dwa antybiotyki i jakieś kropelki do uszu przez tydzień dawkowane. Jest już poprawa, ale jeszcze nie jest idealnie. Sunia sobie śpi i powolutku wraca do zdrowia.



sobota, 23 sierpnia 2014

Moja ENYA zmalała...

... o połowę. Stało się to, czego się obawiałam. Po sterylce, o której pisałam tutaj, i tutaj sierść suni zmieniła się bardzo. Wyrósł jej paskudny watowaty, zrudziały podszerstek. Utrata prawie całej urody nie jest fajna. W dodatku zaczęła się drapać i tak skołtuniła całe futerko, że już nie wiedziałam, co robić. To znaczy wiedziałam, tylko to trochę droga sprawa. W końcu po konsultacjach z rodzinką zainwestowałam w furminator, który okazał się wart swojej ceny. ENYA straciła większość podszerstka, odzyskała piękny wygląd i przestała się drapać.



 Tyle "waty" miała na samym tylko grzbiecie.
A to wyczesałam z jej uszu.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wesele było hejże, hej!

Moja starsza córka wyszła za mąż. Na początku tego miesiąca. Wydarzenie tyleż szczęśliwe, co stresujące dla mnie, bo był to dzień, kiedy moja kochana córeczka wyprowadziła się do innego domu.
Wcześniej jednak trzeba było zrobić biżuterię dla niej, dla jej druhen i oczywiście dla mnie :)
Dzisiaj mogę zaprezentować tylko to, co zrobiłam dla siebie, bo reszta została obfografowana przez fotografa z każdej strony. Oczywiście byłam na tyle przezorna, że uzyskałam pozwolenie autora na publikację jego pracy na moim blogu. Teraz czekam na jego zdjęcia i nie wiem ile to jeszcze potrwa. Dlatego będą co najmniej dwa posty dotyczące wydawania mojej córki za mąż.
A teraz do rzeczy. Zrobiłam dla siebie naszyjnik, który z założenia miał być "strojny" i "na bogato". Sukienkę miałam dość prostą, więc miał on być całą ozdobą weselną.
A powstawał tak:





Nie kombinowałam już z kolczykami i bransoletką, bo co za dużo, to nie zdrowo.
A w tę sobotę znowu idę na wesele (już trzecie w tym miesiącu). Tym razem mam niebieską sukienkę. Zrobiłam więc dla siebie "coś na szyję", "coś na rękę" i "coś do uszu". A wygląda to tak:


Po wielodniowej przerwie wróciłam do dziergania wymiankowego sweterka i zrobiłam go już do pachy. Teraz rozdzielę go na rękawy i korpus i zacznę najpierw dziergać rękawki.

U nas jest teraz taka pogoda: